Z perspektywy czasu, prawie roku, od decyzji jaką podjęłam mogę śmiało powiedzieć, że jestem zadowolona. Tak, mimo, że nie wszystkie dni były przyjemne to w ogólnym rozrachunku UMED wychodzi na plus.
Wielkimi krokami zbliża się koniec drugiego semestru i sesja letnia, ale dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o pierwszym pół roku zmagania się z ogromną ilością nauki i moich własnych dylematów. Dzisiejszy post jest bardzo długi, ale mam nadzieję, że osoby zainteresowane rpzebrną przez niego i się nie zanudzą. Może komuś to pomoże, może w ten sposób coś doradzę. Zapraszam.
Przedmiot o najwyższej wadze ECTS. Pierwsze
spotkanie z prosektorium. Pierwsza rzecz, która mnie zafascynowała na kierunku,
serio. Mogłam wreszcie poczuć się jak doktor w fartuchu i białych rękawiczkach.
Przedmiot przysporzył każdemu kilku stresów
(kolokwiów praktycznych), ale ogólnie mogę powiedzieć, że dzięki sympatycznym
asystentom, przyjemnie spędzało się te kilka godzin w tygodniu w katedrze. Co
innego kolokwium semestralne. Nieprzyjemne uczucie pierwszego niezdanego
zaliczenia (jedyne co mnie pocieszało to to, że ponad 90% roku miało poprawkę)
;).
W pierwszym semestrze przerabialiśmy klatkę
piersiową, kończyny, brzuch.
Biologia medyczna
Ekologia i genetyka. Pasożyty, grzyby
wszelkiego rodzaju, a potem wszelkie możliwe locus. O ile niektóre ćwiczenia
były naprawdę ciekawe (te na których robiliśmy jakieś doświadczenia, bo oprócz
tego zawsze było milion preparatów do obejrzenia), to wykłady przesypiałam.
Nie lubiłam tego przedmiotu, dopóki nie
zaczęliśmy omawiać chorób genetycznych, potem na chwilę polubiłam, dopóki nie
musiałam się uczyć wszystkich locus genów :D Czy ciężko zaliczyć? Nie wiem. Jeśli
kogoś to interesuje to nie. Choroby odpasożytnicze i genetyczne sa ciekawe,
część rzeczy można wynieść z biologii z LO, o wielu (np. globalne ocielenie,
zanieczyszczenia hydrosfery) słuchamy na co dzień w różnych mediach, ale samemu
przedmiotowi jednak trzeba poświęcić sporo uwagi.
Hmm, .. z histologią najbardziej kojarzą mi
się długaśne prelekcje, a potem oglądane na szybko preparaty. Jeśli ktoś
zamierzał przyjść nieprzygotowany na zajęcia, to równie dobrze mógł nie
przychodzić. Preparaty moim zdaniem były trudne i osoba nie mająca pojęcia
czego szukać najzwyczajniej w świecie nie znajdywala niczego :p Niestety tu
duuużo zależało od asystenta.
Nie lubię histologii, ale niestety musze
męczyć się z nią do końca roku.
Biofizyka
Najpierw uczestniczyliśmy w wykładach, a dopiero pod koniec semestru zaczynały się ćwiczenia. Część praktyczna była naprawdę ciekawa. Pomiary bioimpedancyjne, Dynamolab i inne niespotykane rzeczy, ale czesć praktyczna i nauka do egzaminu to głównie fizyka. Nie lubię fizyki.
Poza tym na każdych zajęciach była wejściówka i wyjściówka, również z teorii.
1. Lektorat z angielskiego
Medyczne terminy i słownictwo. Bardzo podobny
do tego znanego z liceum ;)
1.
Profesjonalizm lekarski
3 seminaria czterogodzinne. Nadal
zastanawiam się po co był nam ten przedmiot. Omawialiśmy tam z psychologiem
zagadnienia dotyczące profesjonalnego lekarza, kreowania naszego wizerunku w
mediach społecznościowych itp. Dosyć nudne, zapychacze czasu, który można było
poświęcić na naukę czy cokolwiek innego.
Informatyka Medyczna
To już w ogólne nie wiem po co nam było. Może
myślicie, że omawialiśmy jakies bazy medyczne, wyszukiwarki, cokolwiek
związanego z kierunkiem.. otóż nie. Liczyliśmy podatki w excelu, czyli
powtórzenie materiału z gimnazjum na studiach. Nie wiem kto to wymyślił i czemu
nazwał Informatyką MEDYCZNĄ.
Fakultety
Czyli wybrany przez nas spośród iluśtam przedmiot. Zapisałam się na wiedzę o żywieniu i żywności i szczerze mówiąc bylam zadowolona. Może nie było to jakies bardzo odkrywcze dla osoby, która orientuje się w tym temacie, ale pani omawiała kalorykę, ilość makroskładników w diecie, a przy tym analizowaliśmy etykiety i chwyty marketingowe na opakowaniach
