środa, 15 lutego 2017

Zdrowe śniadania, lody i wysokie obcasy.



Budzę się, przecieram moje wiecznie zmęczone oczy, biorę głęboki wdech i sięgam po wodę, postawioną obok mojego łóżka. 

Pije, piję i piję, przynajmniej szklanka z rana. Dla pięknej cery, zdrowych włosów i lepszego trawienia. Taka moja „morning routine”.
 Jednak nie lubię opowiadać o sobie, dlatego główną bohaterkę tego posta nazwijmy Ana. Mama od zawsze wciskała jej kity, że po niegrzeczne dzieci przyjeżdża czarna wołga, a deseru nie można jeść przed obiadem. Może coś w tym było, ale kiedy nasza bohaterka postanowiła zamieszkać sama dużo rzeczy się zmieniło.


Przede wszystkim to nie wołga przyjeżdża po niegrzeczne dzieci, tylko coś pomiędzy odruchem wymiotnym, a niekończącym się bólem głowy, zwane przez niektórych kacem. Po drugie deseru nie je się przed obiadem, bo zwykle obiadu nie ma, a czasem także deseru, a jeśli już jest to gości też czasem zamiast śniadania. 

Okropne, prawda?



Zjedzone na śniadanie lody zwykle przypomniały o tym, że Ana ma za dużo tu i ówdzie, a już na pewno krążyła jej po głowie myśl, że szkodzi swojemu organizmowi. Czy to prawda?

Otóż niedawno w Tokio na jednym z tych super znanych uniwersytetów przeprowadzono eksperyment, który badał grupe ludzi na snaidanie jedzących lody oraz drugą, która zamiast tego posiłku piła wodę. Sprawdzano głównie zdolność myślenia, kojarzeni i takie tam. Już czaicie? Bo Ana zaczaiła. Lody na śniadanie, pozwalają jej szybciej rozwiązywać problemy i uzyskiwać lepsze wyniki w testach. A wszystko za sprawą węglowodanów połączonych z niską temperaturą, które szybciej pobudzają komórki nerwowe i pozwalają im działać na najwyższych obrotach juz od samego rana. Już nie wspomnę o endorfinkach, wytwarzanych po otrzymaniu przez nasze podniebienie takich przyjemności.

A propo endorfin, czytałam ostatnio, że podnoszone są również przez noszenie wysokich obcasów. Czy przyjemność jaką powoduje poczucie, że wyglądasz na wyższą, zgrabniejszą i bardziej zadbaną może być porównywalne ze zjedzonymi lodami? Tego Ana jeszcze nie wie. Wie natomiast, że wciskanie stóp w niewygodne dla niej buty nijak ma się do Algidy śmietankowej. Nie ważne czy buty są skórzane, plastikowe, czy nawet z betonu, po mniej więcej godzinie noszenia sa dla niej nie do zniesienia. 
Jednak prawdziwa dama, o byciu którą Ana marzy nosi szpilki. Wydaje się nawet, że została w nich urodzona, kiedy zgrabnie przemierzą chodniki w 15centymetrowcyh bucikach. 

I tak właśnie znalazłam kurs chodzenia na obcasach w Warszawie.