wtorek, 28 lutego 2017

Jak to bywa z moja organizacją?



­­Zorganizowane życie. 

Takie którego chciałabym kiedyś doświadczyć, wymarzone. Niestety, mimo moich dążeń ciągle tkwi we mnie niegrzeczny bałaganiarz, którego nie potrafię poskromić, a który niesamowicie utrudnia planowanie i realizowanie tych planów. Mam nadzieje, że kiedyś, małymi kroczkami uda mi się spełnić to marzenie o uporządkowanym planie dnia. 

Dziś chciałabym przedstawić moje ulubione „małe kroczki”.




1.      Pierwszym z nich było zakupienie kalendarza.

Nie jest to pierwszy w moim życiu, jednak ten jako pierwszy prowadzę aż tak sumiennie. Zwykle zaczynało się w styczniu.. i w styczniu kończyło, potem przypominałam sobie o nim koło września/października i znowu zapominałam aż do grudnia, kiedy to wypadało kupić już nowy.
W necie znajdziemy mnóstwo kalendarzy. Od tych klasycznych, eleganckich, po najbardziej fikuśne jakie kiedykolwiek widziałam.
Ja stawiam na klasykę. Miejsce na notatkę do każdego dnia w tygodniu, a poza tym jakas zakładeczka, ewentualnie doczepiona tasiemka. W dodatku musi być nie za gruby, nie za duży, żebym mogła go bez problemu zabrać ze sobą w torebce.

 Numerem dwa są u mnie karteczki samoprzylepne. 

 Takie, które z powodzeniem mogę przykleić na lodówkę, zrobić z nich zakładkę w książce. czy po prostu zanotować coś na szybko, żeby uzupełnić notatki.
Tu akurat nie mam swoich faworytów, używam zarówno kolorowych karteczek samoprzylepnych, jak
również bardziej „dziecięcych” ze zwierzątkami, kwiatuszkami i innymi bajerami – są przesłodkie.
  
Kalendarz w telefonie zajmuje kolejne miejsce na mojej liście.

 Wiem, że nie każdy lubi z niego korzystać, ale uwierzcie, że czasami naprawdę się przydaje.
Nie jestem fanką uzupełniania dwóch egzemplarzy i dużo bardziej lubie wersję popierową, ale ta elektroniczna zdaje mi się niezbędna kiedy nie mogę o czymś zapomnieć, mam jakąś bardzo ważną sprawę i muszę ustawić przypomnienie.
Niestety, jeszcze nie wyrobiłam w sobie nawyku zaglądania do noszonej ze sobą książeczki codziennie, a taka forma przypomnienia u mnie się sprawdza.