niedziela, 30 lipca 2017

Praktyki pielęgniarskie po pierwszym roku.

W piątek zakończyłam kolejny etap mojej przygody z medycyną - pierwsze praktyki. Co prawda pielęgniarskie, ale idąc do szpitala ubrana w fartuch i trepki, czułam się tak podekscytowana, jakbym miała co najmniej przeprowadzać skomplikowana operację neurochirurgiczną.




Po co przyszłym lekarzom praktyki pielęgniarskie?
Słyszałam, że po pierwsze to po to, żeby nauczyć się wkuć. Właśnie dlatego przez większość czasu pobierałam krew, zakładałam wenflony (nie zawsze zakończone to było powodzeniem), robiłam zastrzyki podskórne i domięśniowe. Pod koniec szło mi to naprawdę sprawnie i prawie bez trzęsących się rąk.
Myślę, że chodzi tu o jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz - szacunek do personelu medycznego. Poznając pracę pielęgniarek każdy (z tych, którzy o tym nie wiedzieli) na własnej skórze przekonał się, że jest ona bardzo wymagająca i trudna. Pielęgniarki to pierwsze osoby, które mają kontakt z chorym, które pomagają mu we wszystkim, zaczynając od pomiarów i zastrzyków, na porannej toalecie kończąc. Każdy przyszły lekarz powinien nabyć takiego szacunku.

Co jeszcze robiłam na praktykach?
Zrobiłam miliony kursów do laboratorium, do RTG, na tomografię ect. Codziennie rano rozrabialiśmy i podawaliśmy leki dożylne, karmiliśmy pacjentów, pomagaliśmy przy zmianach opatrunków. Robiliśmy co się dało i co najbardziej ciekawe.. mogliśmy chodzić na blok operacyjny. Tak, każdy z praktykantów, po założeniu odpowiedniego stroju, czepka, maseczki, mógł uczestniczyć w kilkudziesięciu zabiegach operacyjnych.
Byłam zafascynowana, szczególnie, że zdarzało się, że lekarze tłumaczyli co robią po kolei i chętnie odpowiadali na pytania studentów.

Moje pierwsze praktyki będę wspominała bardzo dobrze. Wiele się nauczyłam i utwierdziłam sie w przekonaniu, że podjęłam dobra decyzję, wybierając medycynę. Już nie mogę doczekać sie przyszłorocznego tygodnia na SORze.