Jeszcze przed paroma miesiącami powiedziałabym, że są wyjątki od tej reguły, bo powiedzmy sobie szczerze: jaką przygodę może kryć Bochenek*? Zamiast zabrać się za porządne studiowanie kupowałam streszczenia, "coś cieńszego" i takie tam.
* - (dla mniej wtajemniczonych) 5-tomowa biblia anatomiczna
Teraz kilka rad dla przyszłych pierwszoroczniaków.
Gray nie jest Bochenkiem. Skawiny nie są Bochenkiem. Tylko Bochenek jest Bochenkiem.
Głupie i zagmatwane, ale prawdziwe.
Apropo kupowania Gray'a - jest w nim mnóstwo błędów (a część to po prostu wersja amerykańska, która nie zgadza się z polską), a jedyne co mogę z niego polecić to rysunki (chociaż też są mało dokładne).
Nic nie zastąpi oryginału. Doceniłam to dopiero, kiedy po kilku miesiącach zmagania się z "zamiennikami" sięgnęłam po tom I. Nie tyczy się to tylko danej książki, ale pokazuje, że droga na skróty jest słaba. Okrojone rzeczy są nieciekawe. Jeśli chcesz się w coś zgłębić to przyłóż się do tego.
Z Bochenkiem spędziłam kilkadziesiąt dni i długich nocy, ale niesamowicie wciągnął mnie. Zaczęłam z przyjemnością uczyć się anatomii, bardziej ją rozumieć i przez co osiągać lepsze wyniki. Okazało się, ze od początku unikałam czegoś, co okazało się być bardzo ciekawe, co zapamiętałam przez samo przeczytanie. Świetnie, prawda?
Tak samo miałam z kolejnym przedmiotem o bardzo tajemniczej nazwie, dla osób nie związanych z medycyną - histologii.
Co planuję zrobić na 2 roku? Ominąć streszczenia i wszelkie skróty. Najlepsze są te zrobione własnoręcznie - uwielbiam powtarzać z moich notatek.
Jak Wy podchodzicie do takich "grubasów"?