czwartek, 6 lipca 2017

Dlaczego przestałam jeść mięso? Krótka historia mojego wegetarianizmu.

Zacznijmy od tego, że nie lubię gotować. Naprawdę. Może dla mnie jest to całkowicie obojętne czy zjem coś na zimno czy na ciepło, coś z gotowego opakowania czy własnoręcznie upichconego, ale dla mojego M. stanowi to poważny problem. Mnie opary gotującej się zupy czy mięsa odrzucają, sprawiają, że odechciewa mi się konsumować przygotowywane przeze mnie danie i zwykle kończy tym, ze mój ukochany konsumuje sam. Co innego z obiadkami u mamy. Wtedy zupa pachnie najlepiej na świecie, schabowy ma najbardziej chrupka panierkę, a ziemniaki nigdy nie są przesolone. Wtedy też zwykle jadłam potrawy mięsne – na wizytach w moim rodzinnym domu. Oprócz tego parę razy w tygodniu jadłam szynkę na kanapkach i przekąszałam kabanosem.

Od jakiegoś czasu jednak zupełne straciłam ochotę na mięso. Jeśli już byłam niemalże zmuszona na obiedzie rodzinnym to nawet tam przestało mi smakować.  Z dnia na dzień spożywałam go coraz mniej, aż w końcu zdecydowałam zupełni je odstawić.

Czytałam sporo artykułów na ten temat i choć sama nie jestem specjalistą (co wyraźnie zaznaczam, także proszę nie hejtować) to stwierdziłam, że w sumie można by spróbować, chociaż na miesiąc. Tak też się stało. Od miesiąca nie jem mięsa i powiem szczerze, że czuję się dużo lepiej. Nie wiem czy to stricte przez zmianę diety, ale nic oprócz tego nie zmieniałam.

Po pierwsze straciłam parę kilogramów. Nie walczyłam o to, ale przy okazji jedzenia większej ilości warzyw i roślin strączkowych, jako zamienników zawierających białko ubyło mi trochę w brzuszku. Niby rośliny takie wzdymają, ale jakoś nie działa to na mnie tak. Każdy organizm jest inny.

Po drugie jestem teraz zmuszona wymyślać bardziej wyszukane potrawy, żeby dostarczyć organizmowi niezbędne makroskładniki. Przez to nauczyłam się gotować,  tak, i to jak. Przy okazji gotując tez mięso dla mojego M. potrawy te tez są wykwintniejsze i podobno smaczniejsze niż były.
Stwierdziłam, że pociągnę wegetarianizm dalej. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Jak na razie czuję się lepiej i to się dla mnie liczy najbardziej.

A wy? Jak podchodzicie do wegetarianizmu? Próbowaliście?