poniedziałek, 2 stycznia 2017

Co z przyszłością, gdy nie rozumiem matmy

Cześć.
Mam 19 lat. Kompletnie nie rozumiem matematyki


Pisałem w tym roku maturę i mimo wszystko ją zdałem. Teraz siedzę w domu zamiast studiować i totalnie nie mam pojęcia, co dalej.

Tak w sumie mógłbym podsumować moją sytuację, zaraz przejdę do sedna sprawy. Tak, jak już wspomniałem, matematyki nie umiem zupełnie, przez cały okres mojej edukacji "prześlizgiwałem" się z klasy do klasy jakimś cudem, na praktycznie samych jedynkach i dwójkach z matmy. Zawsze się starałem, ale żaden nakład mojej pracy nigdy nie przyniósł pozytywnych efektów.(..)

Nie chcę za rok iść na studia humanistyczne, nie dlatego, że wszyscy mi je odradzają, lecz dlatego, że wiem, że życie z magistrem z humanistycznej nauki nie będzie usłane różami.
Chciałbym iść w kierunku ekonomii, bankowości, finansów i rachunkowości, czegoś, po czym jednak szanse na lepsze życie są większe(wiem, że nie sam mgr przed nazwiskiem to sprawi, ale to jakaś podstawa). Ale oczywiście w takim przypadku nie uniknę matmy i to zaawansowanej. I w tym momencie pojawia się pytanie: czy jest dla mnie jeszcze jakaś szansa na wyjście na prostą, uporanie się z matematyką i dążenie do celu? Czy ktoś tu jest mi w stanie powiedzieć, że był w takiej lub podobnej sytuacji i wie, że "da się"?

~ forum Wizaż.pl



Po studiach bez matmy człowiek bieduje.

Dlatego kocham Polaków. Nie mam tu na myśli szeroko pojętego "hejtowania" piszącego post człowieka, ale to jest wlaśnie cos co sprawia, że nie wiem co zrobić ze swoim życie - przekonanie, że czarne jest czarne, nawet jeśli jest to granatowe, bordowe czy nie daj boże białe.. i potem narzekanie.

Matma to moja nocna zmora. Tragedia, koszmar, i tak jak nie wyobrażam sobie pójścia na studia, na których zewsząd otaczałyby mnie liczby i rówania, tak nie wyobrażam sobie wiekszą część życia męczyć sie z nichcianą od zasze matmą w pracy. I wlaśnie też nie wiem jak można na to pozwolić.

Może nie powinnam sie wypowiadać, bo studiuję ponoć najbardziej obsceniczny kierunek świata, ale..
jesli miałabym robic to pod przymusem/z poczucia, ze po niczym innym nie znajde pracy, to bym isę zamęczyła. Stałabym się smutną, zgorzkniałą Jane i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wolałabym wybrać cokolwiek innego co sprawiałoby, że się uśmiecham. No matter jakie "perspektywy" są po danym kierunku, bo jeśli jesteśmy w czymś naprawdę dobrzy i wkładamy w to serce to praca, pieniądze i wszystko inne na pewno sie znajdą.


 Własnie dlatego ludzie bywają tacy zgorzkniali,

dlaczego idąc ulicami w naszym kraju mijamy szare, smutne twarze, należące do szarych, smutnych ludzi nie lubiących swojego życia. 
Mamy wybór. mamy MOŻLIWOŚCI, szanse, marzenia. Korzystajmy z nich.
Nie lubisz matmy? Może lubisz biologię, jezyki obce, pływanie, malowanie, czy cokolwiek innego.
Jeśli stoisz przed wyborem między spełnianiem marzeń, a opinią i "perspektywami" zawsze wybieraj siebie.